|
|
||
|
Strona główna | Artykuły | Linki | Literatura Eksploracyjna | Email
|
||
|
Z powodu licznych zapytań na temat niemieckich
obiektów latających określanych jako: Vril; Haunebu; V-7, postanowiliśmy
wyjaśnić całą sprawę publicznie. Mamy tu do czynienia przede wszystkim z
zjawiskiem socjologicznym zwanym Flugscheiben. Prawdopodobnie o tym
samolocie testowanym w pierwszych miesiącach 1945 wspominał w swej
publikacji Rudolf Lusar. Sprawa ta ma swój początek w artykule Der Spiegla
z 1950 r w formie sprawozdania nijakiego kapitana Rudolpha Schrievera
dotyczącego dyskokształtnej konstrukcji Hebermohlta, Miethego, Bellonzo.
Oraz publikacji Rudolfa Lusara z 1957r "Tajne bronie drugiej Wojny
Światowej". Te dwie mało znaczące i nie poparte dowodami wzmianki, posłużyły
jako inspiracja do wydania w 1968 r przez Renato Vesco książki
"Intercept - But Don't Shoot", w której to owe obiekty określa
jako feuerball i kugelbliz. Żadna z tych osób nie używa sformowania co do
tych obiektów jako Vril lub Haunebu. Jest bardzo prawdopodobne, że
kugelblitz to samolot o sferycznym skrzydle próbowany na początku 1945 (dwa
prototypy). Jednocześnie wiadomo, że niemieccy modelarze już przed wojną
konstruowali dyskokształtne konstrukcje ze zmiennym szczęściem. Pierwszy
raz publicznie dyskokształtny model zaprezentował Arthur Sack z Lipska na
"Pierwszych państwowych zawodach latających modeli ze silnikiem
spalinowym" zorganizowanych 27-28 lipca 1938 w Lipsku. Modele te były
zainspirowane konstrukcjami pierwszych pionowzlotów tzw. autożyro i były określane
mianem wentylatorowców. Większość z tych obiektów nie miała większej
średnicy niż kilka metrów i była wykonany z lekkiego oklejonego szkieletu.
Podczas wojny powstało kilka takich konstrukcji różniących się ilością
silników, konstrukcje te były mało stabilne i nie wzbudziły zainteresowania
kręgów wojskowych. Prawdopodobnie rozważano budowę dyskokształtnych
pionowzlotów z napędem odrzutowym, czy turbo odrzutowym, ale poza szkicami
nic nie jest nam wiadomo o wykonaniu jakiś prototypów. Najdalej zaawansowane
prace nad dyskokształtnymi obiektami, po wojnie prowadziła firma AVRO z
Kanady. Niestety nigdy obiekty te nie
spełniły pokładanych w nich nadziei i nie odniosły żadnych sukcesów
lotniczych. Termin Vril; Haunebu pojawił się dopiero ostatnio w fantastyczno
naukowych magazynach takich jak: "UFO Magazyn"; "Obce
Spotkania"; "Sonda"; "Atlantis". Ostatnio
szaleństwo to osiągnęło apogeum, w Niemczech w publikowanych materiałach
zaczęły się pojawiać szkice, rysunki, raporty, listy o wątpliwym
pochodzeniu. Te najbardziej znane nie wzbudzają żadnego zaufania u
historyków, brak na nich: podpisów, adresatów lub ich kodów, numeracji,
dat. Nie zapomniano natomiast umieścić na przedstawionych tam latających
spodkach, nazistowskich symboli. Na dokumentach brak opisu, kto i dla kogo
je sporządził, jakiemu miały służyć celu. Dokumenty te na pewno nie są
dokumentacją techniczną, ani też nie zawiera żadnych technicznych sekretów
pozwalających uznać te dokumenty za tajne. Wydaje się że dokumenty te
zostały wykonane tą samą ręką, i prawdopodobnie na tej samej maszynie do
pisania, mimo że materiały te jak wynika z ich treści pochodzą z różnych
miejsc i okresu (1943-45 Rio de Janeiro, Lizbona itp). Wątpliwości te
rozwiały by badania oryginałów dokumentów. Niestety wydawca książki
"Projekt UFO”, z której pochodzi znakomita większość rysunków,
arbinson stwierdził publicznie, że stracił oryginały dokumentów w
niejasnych okolicznościach. Nie potrafi wskazać też na źródło pochodzenia
tych dokumentów, utrzymuje, że otrzymał je pocztą od anonimowej osoby
Obecnie cała sprawa jest rozdymana do nieprzyzwoitości, a podtrzymują te
teorie nie tylko ufolodzy, ale i podchwyciły ugrupowania nazistowskie
udowadniając tymi pseudonaukowymi argumentami potęgę umysłu rasy
niemieckiej. Wizjonerzy z tych kręgów wykazują, że Niemcy jako naród
wybrany otrzymywali instrukcje do kosmitów, lub też opierali budowę swego
spodka na starych przekazach tybetańskich. Niektórzy twierdzą, że w
przededniu wybuchu wojny UFO rozbiło się w okolicach Jeleniej Góry i dostało
się w ręce niemieckich naukowców, skąd też czerpali oni natchnienie do
swych prac naukowych. Jeszcze inni wierzą w pozaziemskie pochodzenie
Wernera von Braun, Ewy Braun i innych przywódców nazistowskich. Liczą na
to, że niektórzy przywódcy faszystowscy ocaleli ulatując w kosmicznym
statku. Baza tych statków według niektórych nazistów istnieje do dziś,
ukryta w lodach Arktyki. Trudno powiedzieć komu ta cała
zadyma służy, czy tylko wydawcą literatury ufologicznej i nazistom?
Zastanawiające jest, że w tym kolażu niemieckich mitów, trafiłem na
fragmenty dotyczące projektu Chronos. Program ten został identyfikowany
przez ufologów jako napęd antygrawitacyjny. Sprawa ta po odtajnieniu
pewnych dokumentów w latach 90 jest znana historykom, a niektórym pracownikom
komisji do ścigania zbrodni Hitlerowskich w Polsce była znana wcześniej z
relacji przesłuchiwanych świadków. Nie zawsze program ten określany był tym
kryptonimem i nie wszyscy znali to zagadnienie w szerokim i całościowym
aspekcie, gdyż problematyka ta nie była tematem ich dociekań. Wcześniej
projekt ten był utrzymywany w największej tajemnicy przynajmniej przez
Rosjan. Prawdopodobnie i amerykanie dysponują jakąś szczątkową dokumentacją ale nie trafiliśmy
na nią. Na amerykańskie źródła powołują się co niektórzy amerykańscy
historycy w swych pracach dotyczących atomistyki pod koniec II Wojny
Światowej i aktów ludobójstwa za pomocą tak zwanych "Promieni
Śmierci". Ponadto być może istnieje jeszcze jakaś dokumentacja poza
kontrolą, lub dotychczas nie ujawniona. Poniżej postaramy się w skrócie
wyjaśnić ten fenomen w oparciu głównie o materiały radzieckie, które są
bogate liczą kilkanaście tomów i pozwalają uzyskać obraz prac wykonanych
przez Niemców. Projekt "Chronos" Nadzorującym i odpowiedzialnym
za niemiecki program atomowy był Werner Heisenberg. Program ten obejmował
konstrukcję bomby atomowej oraz reaktora. Po wojnie Heisenberg jako
profesor licznych niemieckich instytutów próbował zatrzeć swoje nazistowskie
oblicze, twierdząc między innymi jakoby swoje prace skupił nad budową
reaktorów, mimo że mógłby zbudować bombę. Jest to tylko po części prawdą,
ponieważ niemiecki program atomowy miał daleko zaawansowane prace aż nad
trzema różnymi typami reaktorów. Prace nad coraz to inną koncepcją reaktora
spowolniły być może, prace nad bombą atomową (brak odpowiedniej ilości
materiału rozszczepialnego), inną przyczyną wyhamowania prac nad bombą był
ciągły brak odpowiednich środków przenoszenia. Z tej to przyczyny całe moce
skupiono na budowie i udoskonalaniu reaktora, którego to konstrukcja
wymagała licznych zmian. Liczono, że usprawnienia reaktora znacznie
przyspieszą finał prac nad bombą jądrową. Rektor ten miał dostarczyć w
krótkim czasie odpowiedniej ilości potrzebnego materiału rozszczepialnego.
Niemcy w czasie wojny opracowali trzy główne typy reaktorów atomowych,
niestety dwa pierwsze projekty nie osiągnęły pełnej mocy, w związku z czym
nie zostały nigdy ukończone. Działo się to z powodu braku w odpowiedniej
ilości moderatorów: ciężkiej wody i elementów grafitowych (tych ostatnich
niedobór odczuwano do ostatnich dni II Wojny Światowej). Istniała też inna
przyczyna takiego stanu rzeczy, były nią błędy popełnione w założeniach
teoretycznych. W związku z czym skupiono się na trzecim prostszym i
całkowicie nowatorskim rozwiązaniu. Model ten nie czerpał energii jak
większość reaktorów z przemian o silnych oddziaływaniach jądrowych. Ten
reaktor miał wykorzystywać rozpad beta+, jako główne źródło neutronów i produkować
energię z reakcji rozszczepienia, i anihilacja cząstek antymaterii.
Konstrukcję oparto o odkrycie z 1934 rozpadu beta+, dokonane przez
małżeństwo Joliot-Curie (córka Marii Curie), podczas prac nad sztuczną
promieniotwórczością. W wyniku rozpadu beta+ następowała przemiana protonów
(+) w neutrony, procesowi temu towarzyszy emisja pozytonu (e+) i neutrina.
Proces ten można zainicjować bombardując materiał rozszczepialny cząstkami
promieniowania gama. Jako silne źródło promieniowania gama wykorzystano projekt
naukowca Wideröa z 1928 r. Zastosowano specjalny akcelerator jego
konstrukcji. Pierwszy akcelerator zwany betatronem zbudował amerykanin D.
Kierst w 1941r. Było to największe osiągnięciem niemieckiego planu
atomowego. Nie była to zwykła lampa rentgenowska emitująca promienie X lecz
nowatorska konstrukcja akceleratora dużej mocy (jak na owe czasy). Celem
tej konstrukcji było przesunięcie widma promieniowania X w kierunku
promieniowania gama. W tym celu umieszczono katodę w dyskokształtnym
torusie o przekroju dzwonu, w którym to wirowały po torze kołowym elektrony
ulegając akceleracji w polu elektromagnetycznym. Dzięki wielkiemu
przyspieszeniu, jakie uzyskały elektrony, oraz zderzeniu dodatnio
naładowaną anodą, uzyskiwano silny strumień promieniowania gama. Korpus
konstrukcji był wykonany z porcelany (według koncepcji Siemensa, ze względu
na właściwości dielektryczne i odporność na wysoką temperaturę, podobnie
jak miało miejsce stosowania porcelany w innych lampach elektronowych dużej
mocy), którego wnętrze pokryto specjalnym stopem tworząc reflektor w górnej
części tego dzwonu uniemożliwiający uciekanie naładowanych cząstek na
zewnątrz. Kilku centymetrowej grubości próżniowy korpus urządzenia i rdzeń
betatronu były chłodzone ciekłym tlenem i azotem. Termos, w którym
znajdowało się napromieniowane chłodziwo był zabezpieczony kilku
centymetrową powłoką ołowianą. Posiadając tak skonstruowane silne źródło
promieniowania gama, przystąpiono do prób reakcji jądrowych, według
schematu rozpadu beta+ . Podczas prób otrzymano emisję pozytonów (e+), oraz
neutrin. Niestety badania niemieckie poszły zbyt daleko do przód, jak na
owe czasy. Pojawiły się problemy nie znane ówczesnym naukowcom. Pozytonium
przyjmuje dwie formy orto i parapozytonium. Na szczególną uwagę zasługuje
ten ostatni, który jako układ wodoropodobny, może wchodzić w skład
cząsteczek, na miejsce wodoru. Efekt działania tych cząstek na tkankę
organiczną był szokiem dla niemieckich fizyków. Tam gdzie atomy wodoru
zostały zastąpione cząstką wodoropodobną, następował specyficzny rozkład
materii organicznej. Przebieg tgz. "gnicia" (rozpad materii na
skutek jej napromieniowania)był uzależniony od pochłoniętej dawki
promieniowania. W związku dużą mocą emitowanego promieniowania i sporej
ilości wysoko przenikliwych cząstek, nieznanych ówczesnym fizykom i z braku
odpowiednich środków ostrożności nastąpiło kilka śmiertelnych wypadków
wśród wojskowego personelu naukowego. Podczas pierwszych prób zmarło pięciu
naukowców niemieckich, nie licząc personelu technicznego i robotników
przymusowych. "Dzwon" wywoływał trwogę wśród niemieckich
naukowców, choć nie był reaktorem a jedynie akceleratorem. W związku z czym
przeprowadzono dodatkowo kilkaset testów na różnych substancjach i
organizmach żywych, oraz eksperyment mający udowodnić przydatność
"Promieni śmierci" jako doskonałego narzędzia ludobójstwa i
eksterminacji. Koncepcja stosowania twardego promienia jako broni zrodziła
się już wcześniej. Badania te prowadziła Luftwaffe. Promienie te miały
niszczyć alianckie samoloty, uszkadzając przez silną jonizację układy
elektryczne samolotu, powodować detonację bomb poprzez wyładowania ładunków
elektrostatycznych i doprowadzać do śmierci pilotów. Niestety próba z tą
bronią umieszczoną na samolocie okazała się bardziej niebezpieczna dla
niemieckich pilotów niż wroga. Ze względu na silne promieniowanie wokół
urządzenia i trudności z stosowaniem ciężkich ołowianych osłon chroniących
pilotów projekt ten upadł. Nieco później próbowano wrócić do tej koncepcji
stosując projekt Zeppelina. Według tego projektu akcelerator miał być
wyniesiony powyżej alianckich bombowców za pomocą sterowca. Projekt ten
nigdy nie był realizowany istniał tylko w fazie kilku szkiców i koncepcji.
Prace te nie miały znaczenia wobec głównego zadania, jakie pokładano w tym
urządzeniu. Głównym zadaniem "dzwonu" miała być
inicjacja nietypowych reakcji jądrowych w nowym reaktorze (program "Chronos", w którym
energia miała być czerpana z rozpadu beta+). W tym celu stożkowaty wierzch
reaktora bombardowano w próżni poprzez tzw. komin, silnym strumieniem
cząstek gama, pochodzących z akceleratora. Moc reaktora regulowano
wielkością emisji promieniowania z cyklotronu i wielkością powierzchni
czynnej reaktora wystawionej na promieniowanie gama, oraz poprzez
zastosowanie moderatorów berylowych. Spowalniacze berylowe były
wystarczające dla tego typu rozpadu. Niemcy nie musieli oczekiwać
upragnionych "prętów grafitowych". Prace nad najbardziej sprawnym
paliwem dla reaktora o wyjątkowo niskim poziomie energetycznym neutronów,
były w fazie badań. Brano pod uwagę kilka kompozycji izotopów uranu. Paliwo
jądrowe określano jako serum nadając mu numer zgodny z jego właściwościami.
Paliwo umieszczano w nowym reaktorze jako kasety paliwowe w osłonie z toru.
Projekty te nie miały nigdy nic wspólnego z antygrawitacją. Najważniejszym
elementem niemieckiego planu atomowego był betatron, dzięki niemu Niemcy
mogli zainicjować dowolny proces jądrowy (istnieją różne reakcje jądrowe,
niekoniecznie termiczne czy prędkie stosowane w klasycznych reaktorach),
przy odpowiednio dobranej ilości materiału rozszczepialnego, Niemcy mogli
przeprowadzić laboratoryjny wybuch jądrowy (reakcja łańcuchowa nie
kontrolowana). Tylko rozmiary akceleratora oraz jego zapotrzebowanie
energetyczne na zainicjowanie reakcji łańcuchowej nie doprowadziły do
użycia tej konstrukcji jako bomby atomowej, mimo że i o tym myśleli
niemieccy naukowcy. Obok planów reaktorów powstało też kilka pomysłów na
przemianę energii jądrowej w elektryczną. W jednym z nich aby uniezależnić
akcelerator od dostaw energii, zamierzano zasilać go energią otrzymywaną w
reaktorze który pobudzał. Prace nad niemieckim programem atomowym trwały do
pierwszych dni kwietnia 1945 między innymi na terenie Polski w podziemnym
ośrodku nuklearnym Rüdiger (akcelerator). Zabezpieczanie urządzeń i
dokumentacji oraz likwidacja zbędnych świadków trwała jeszcze długo po
zakończeniu wojny. Mimo to radzieckim służbom wywiadowczym udało się
uzyskać niektóre dokumenty dotyczące tego programu. Pierwszy raport Berii
(NKWD) o pracach niemieckich atomistów, opierał się na dokumentach
znalezionych przy jeńcu niemieckim, pojmanym w grudniu 1941. Poprzedzały je
doniesienia o pracach Anglików i Amerykanów nad Uranem 235. Beria rozkazem
z dnia 14 czerwca 1942 zobowiązywał podległe mu delegatury NKWD do
zbierania informacji na temat teoretycznych i praktycznych aspektów budowy
bomby atomowej, programu nuklearnego, składników paliwa nuklearnego,
mechanizmu zapalnikowego, różnych metod otrzymywania uranu, a także
polityki rządu i organizacji powołanych w tym celu. Z końcem listopada 1942
po naradzie u Stalina powołano zespół naukowców mający skonstruować
radziecką bombę atomową. Szefem zespołu został Igor Kurczatow. Beria został
zobowiązany przez Stalina do dostarczania naukowcom wszelkich informacji na
temat techniki jądrowej zdobytych przez wywiad radziecki i ochrony przed
obcą inwigilacją. Pierwsze konkretne wiadomości dotyczące niemieckich prac
jądrowych do momentu zakończenia wojny otrzymali Rosjanie na początku
czerwca 1945, za pośrednictwem małżeństwa agentów Juliusza i Ethel
Rosenbergów zatrudnionych przy amerykańskim programie atomowym w Los
Alamos. Wywiad aliancki w momencie zakończenia wojny dysponował bogatą
dokumentacją niemiecką, przekazaną mu przez samych nazistów. Amerykanie po zapoznaniu
się z pracami Niemców uznali je za mało zaawansowane i błędne szczególności
w koncepcji budowy bomby atomowej i reaktora. Stąd też małe zainteresowanie
ich pracami i innymi ich osiągnięciami w dziedzinie atomistyki, tym
bardziej że priorytet w owym czasie miała budowa bomby atomowej. Wśród
amerykańskich naukowców biorących udział w programie "Manhattan"
(budowa bomby atomowej w ośrodku doświadczalnym w pobliżu Los Alamos),
Rosjanie poza Rosenbergami posiadali wielu agentów wśród naukowców i
techników tam zatrudnionych np. Klaus Fuchs (pierwszy meldunek z Los Alamos
2 czerwiec 1945), David Greenglass (tokarz rysunki detali i elementów
między innymi soczewki implozyjnej), Morton Sobell (uciekł amerykanom po
aresztowaniu Rosenbergów), inne osoby nie ujawnione znane tylko z
kryptonimów. Ale nie oni dostarczyli głównych informacji o niemieckich
pracach atomowych. Rosjanom udało się pojmać dużą grupę fizyków niemieckich
i naukowców innych państw pracujących przymusowo na terenie ich strefy
okupacyjnej w jednym z niemieckich ośrodków jądrowych. Latem 1945 dwie
grupy niemieckich naukowców, którym przewodził baron Manfred von Ardenne i
Gustaw Hertz, zostały wywiezione do Suchumi (radziecki ośrodek jądrowy).
Dzięki ich wsparciu prace zespołu I.Kurczatowa i P.Kapicy (z końcem 1945
odsunięty od prac i osadzony w areszcie domowym na osiem lat do śmierci
Stalina) nabrały tempa i zaowocowały budową bomby jądrowej (b.
atomowa-reakcja rozpadu), w której jako paliwo zastosowano Pluton 239.
Zespół ten pierwotnie próbował zbudować bombę termojądrową (b. wodorowa lub
tgz. neutronowa- reakcja syntezy) niestety wybuch w fabryce deuteru podczas jednego z eksperymentów opóźnił te plany. Właśnie
aresztowani niemieccy naukowcy dostarczyli najwięcej informacji o
niemieckim planie atomowym., a potwierdziły je oświadczenia jeńców z obozu
w Groos Rosen, do których przecieki o prowadzonych eksperymentach
docierały, od wyizolowanej grupy jeńców zatrudnionych przy tym programie.
Dzięki informacjom uzyskanym przez Berię od Niemców, dokonano też wywozu w
głąb Rosji z terenu Polski niektórych urządzeń niezbędnych do prac zespołu,
ponadto wykorzystano kopalnie uranu w Kowarach jako dostawcę paliwa
jądrowego do pierwszych radzieckich bomb jądrowych (złoża te były już
zbadane i opomiarowane przez Niemców). W związku z przytoczonymi faktami
nasuwa się pytanie, jaki wpływ wywarł niemiecki program atomowy na budowę
przez Wekslera w 1947 pierwszego rosyjskiego synchrotronu (akcelerator
dużej mocy) i innych osiągnięć w atomistyce pod koniec lat pięćdziesiątych.
Myślę, że pokaże to w najbliższym czasie historia. Program atomowy III Rzeszy Wydaje się wielce prawdopodobne, że zbudowany w 1947 przez Rosjan (Wekslera) synchrotron powstał przy pomocy Maxa Steenbecka, który był czołową postacią programu budowy akceleratorów w Niemczech. Zapewne dobrze znał tajny patent Wideröa dotyczący synchrotronów (1943), musiał też znać koncepcję Wideröa z 1943 dotyczącą akceleratorów wiązek przeciwbieżnych (zgłoszoną odtajnionym patentem w 1953 w Niemczech nr 876279). Max Steenbeck po wojnie pracował na rzecz Rosjan, wiele lat później wrócił do NRD i zajmował czołową pozycję wśród dederowskich naukowców. |
||
|
Strona główna | Artykuły | Linki | Literatura Eksploracyjna | Email
|
||