Strona główna | Artykuły | Linki | Literatura Eksploracyjna | Email

 

 

Zwierzenia starego majora (Zagadkowych podziemi ciąg dalszy) - cz.I

  W nr 5 (213) „TW” z 13-14 lutego 1959 roku ukazał się ostatni odcinek dotyczący ‘Zagadkowych podziemi”. Temat ten był przez nas omawiany z różnych stron. Reportaże interesowały naszych czytelników o czym świadczą liczne list jakie wpłynęły do redakcji. Po opublikowaniu materiałów zgłosili się także i ci, którzy kiedyś, w przeszłości, mieli coś wspólnego z tymi podziemiami. Przede wszystkim byli to robotnicy i więźniowie zatrudnieni przy drążeniu podziemnych tuneli. Tematem tym zainteresowało się także „Polskie Radio” i popularny tygodnik „Świat” przysyłając do naszej redakcji specjalnych wysłanników. Znamiennym jest jednak, że po ukazaniu się całego reportażu nie zgłosił się do nas nikt z tzw. Czynników oficjalnych. Nikt nie zabrał głosu. Po prostu sprawę podziemi traktowano (i nadal się traktuje) jako coś nieistniejącego. Czynniki gospodarcze nie zareagowały na nasz apel umieszczony w ostatnim odcinku. Nie wszczął również żadnych kroków w tej sprawie, jako najbardziej zainteresowany, Związek Bojowników o Wolność i Demokrację, a szkoda...

Autor zdawał sobie sprawę, że działając na własną rękę nie będzie mógł wszystkiego rozwikłać. Nie będzie mógł przekazać obiektywnej relacji. Dlatego też parę razy zwracał się o pomoc do tych osób, które mogłyby coś powiedzieć i rzucić nieco światła na sprawę podziemi. To co napisałem poprzednio było nieco przejaskrawione. Korzystałem bowiem z pomocy ludzi dobrej woli, z przypadkowych informacji, częstokroć wyolbrzymionych, a nawet fałszywych. Mimo to trafiłem i wreszcie znalazłem to co było głównym bodźcem do napisania reportaży. Poszukiwania za prawdą trwały bez mała cały rok. Przez ten czas kilkakrotnie odwiedziłem szereg miejscowości na Dolnym Śląsku, Opolszczyźnie i w Zielonogórskim. Pytałem notowałem i wreszcie trafiłem... Gdzieś w małym miasteczku na Opolszczyźnie, który dużo wie...

Jest to starszy pan, który był odpowiedzialny za całość prac budowlanych na terenie budowy fortyfikacji „Wału Atlantyckiego”, wyrzutni rakietowych, głównej Kwatery Hitlera w Kętrzynie oraz budowy nowej kwatery w okolicach Wałbrzycha.

Jakie było moje zdziwienie, gdy dowiedziałem się, że ów pan jest obecnie inżynierem, głównym energetykiem w jednym z dużych zakładów przemysłowych. Dziś liczy sobie 65 lat życia. Jest typowym służbistą - „ordnung mus sein”, „Dienst is Dienst”... Przez wiele lat służył w wojsku. Ma ukończone dwa fakultety: Technichchochschule - Berlin i Technischebauhochschule - Wiedeń. Mój informator jest bardzo zręczny w rozmowie, a jednocześnie bardzo ostrożny w zwierzeniach. Języka polskiego nie zna... Ma mocny, świdrujący wzrok. Idąc za nim można od razu poznać, że ma się do czynienia z osobnikiem, który wiele lat ubrany był w mundur wojskowy. Ma świetną pamięć i umie dobrze opowiadać niczym nasz polski gawędziarz...

W okresie I wojny był w wojsku w stopniu leutnanta wojsk technicznych. W ostatniej wojnie nosił mundur majora, ale funkcje które zajmował były ważniejsze niż stopień wojskowy. Jeszcze raz podkreślam ma doskonałą pamięć. Dokładnie pamięta wszystkie daty. Bez zająknienia wymienia wysokość racji żywnościowych jakie pobierali robotnicy i więźniowie pracujący pod ziemią i na powierzchni. Pamięta nazwiska Żydów, którzy w celach samobójczych rzucali się pod koła pociągu. Zna nazwiska osób, które przechowywały zbiegów, dopomagały im w uzyskaniu cywilnego ubrania fałszywych dokumentów. Zna wiele ciekawych szczegółów, ale nie pamięta lub nie chce pamiętać wiele innych istotnych faktów...

Znał osobiście wielu dygnitarzy III Rzeszy. Często bywał w sztabach, gdzie przez jakiś czas był doradcą w sprawach budownictwa fortyfikacyjnego. Jego serdecznym przyjacielem był słynny „lis pustyni”, który tak dobrze dał się poznać Anglikom pod El Alamein w Libii - generał Rommel. Z generałem tym, już po jego powrocie z Afryki wielokrotnie spotykał się na terenie Francji w czasie budowy „Wału Atlantyckiego”.

Nasz informator podaje ciekawy szczegół z ostatnich godzin życia gen. Rommla. Oto w przeddzień tragicznej śmierci generała „nasz starszy pan” pił z nim poważne ilości alkoholu. Rommel miał wtedy mu powiedzieć, że spodziewa się swojej śmierci, że popadł w niełaskę u Fuhrera i jego popleczników. Wiedział, że palny obrony wybrzeża Francji są nierealne w takim opracowaniu na jaki zdecydował się Hitler. Rommel w tej sprawie miał jechać do Hitlera, aby przedstawić osobiście swój strategiczny plan, biegunowo różniący się od planów już zaakceptowanych przez sztab. Jak wiemy gen. Rommel miał wielu przeciwników i nawet był zamieszany w spisek przeciw Hitlerowi. Generał zginął w katastrofie samochodowej...

Jak już wspomnieliśmy, nasz informator, major D.A. (nazwiska z pewnych względów nie podajemy w pełnym brzmieniu) nadzorował budowę najważniejszych fortyfikacji. Jest więc specem wielkiej miary. Jak sam opowiadał przy pracach tych zatrudniony był na zlecenie Luftwaffe. Naczelnym dowódcą był w tym czasie marszałek Hermann Goering. Teren budowy - lotniska: Francja, Niemcy, Belgia, Holandia. Wyrzutnie rakiet na Bałtyku - Rostock, Kilonia, Bremenhaven itd. Przez jakiś czas pracował przy budowie głównej kwatery Hitlera w Kętrzynie.

Po zwycięskiej ofensywie wojsk radzieckich gdy front szybko zbliżał się do granic byłych Prus Wschodnich naczelne dowództwo niemieckich sił zbrojnych zdecydowało przenieść kwaterę Hitlera na inne tereny. Rozważano wiele możliwości ulokowania kwatery. Były różne propozycje, ale wybór jednak padł na okolice Wałbrzycha. Dlaczego?... Podobno zadecydowało położenie geograficzne. Proszę sprawdzić na mapie. Linia prosta przeprowadzona od Przylądka Północnego (Norwegia 25 południk) na wschód od Greenwich do Przylądka Passera (Włochy, Sycylia 15 południk) do miasta Ufy znajdującego się na krańcach Europy przed górami Ural. Jak więc z tego wynika miejsce skrzyżowania się tych dwóch linii prawie idealnie wypada w pobliżu Wałbrzycha.

Biorąc pod uwagę ewentualną inwazję Amerykanów na zachodzie, miejsce to było znacznie oddalone od Atlantyku. Z południa kwaterę broniły liczne pasma górskie a przede wszystkim Alpy. Od neutralnej Szwecji i Bałtyku Niemcy czuli się zabezpieczeni. Nikt nigdy nie przypuszczał, że ze wschodu związek Radziecki przysłowiowy jak mówili Niemcy „kolos na glinianych nogach” - potrafi się nie tylko bohatersko bronić, ale i atakując trafić w samo serce III Rzeszy, do Berlina. Sztab niemiecki widać wszystko przewidywał, ale nie liczył się z wielką zwycięską ofensywą Armii Radzieckiej.

Rok 1943. Wyznaczone miejscowości i okolice w których miały się mieścić betonowe schrony siedziby Hitlera, Goeringa, Himmlera i innych dostojników. Wybór padł na Góry Sowie (Eulen Gebirge). Latem 1943 roku do Walimia, Jugowic, Nowej Rudy, Ludwikowic, Głuszycy, Jedlinki i Wałbrzycha przyjechali niemieccy geolodzy. To oni właśnie ostatecznie orzekli, że Góry Sowie są górami starymi, niepodlegającymi już gwałtownym ruchom tektonicznym.

W październiku tego samego roku nadeszły duże transportu różnego sprzętu budowlanego. Narody podbite dostarczały odpowiedniej siły roboczej. Specjalistów od podziemnych tuneli i betonowych budowli sprowadzono z Włoch, Francji, Norwegii, Austrii i naturalnie z Niemiec. Fachowcy ci to długoletni pracownicy zatrudnieni przy budowie osławionej „Linii Zygfryda” (niemiecki odpowiednik francuskiej Linii Maginota), Wału Atlantyckiego, kwatery w Berchtesgaden, Kętrzynie i innych tego typu umocnieniach.

„Nasz” major A.D. przyjechał do Walimia wprost z Cherbourga gdzie nadzorował budowę ostatnich umocnień Wału. Oddelegowany został po to, aby „zrobić porządek na tej baustelli” (w Walimiu dop. BM). Tak mieli się wyrazić jego zwierzchnicy. A trzeba tu powiedzieć, że na budowach tych panowała korupcja a kradzież materiałów i artykułów żywnościowych był na porządku dziennym. O tym jednak napiszemy w następnych odcinkach.

W tym czasie (jesień 1943 roku) w Jedlinie w pałacu pewnego barona znajdowała się główna siedziba generalnego zarządcy budowy - generała Majera. Tu także, w tej miejscowości, znajdował się obóz dyspozycyjny - rozdzielczy (obok Fabryki Papy) siły roboczej - więźniów i robotników. U była główna baza zaopatrzeniowa, materiałów budowlanych, sprzętu. Tu mieszkali najlepsi różnego rodzaju fachowcy. Stąd kierowali oni byli na poszczególne odcinki robót.

O rozmachu tej kolosalnej inwestycji i tempie tej budowy niech świadczy fakt, że przy drążeniu podziemi pracowały 23 wielkie firmy. Między innymi firmy  (Weiss und Freilag”, dalej „Filip Holzman”, „Dywidag” i inne). Te wszystkie firmy (różnych specjalności) miały do swej dyspozycji 38 tysięcy robotników. Według słów majora A.D. zatrudnionych tu było 18 tys. Żydów, 12 tys. Włochów. Do pozostałej reszty zaliczano Polaków (ale nie Żydów obywateli polskich), Ukraińców, Rosjan i Serbów. Poza Żydami, których przywieziono tu z gett całej podbitej Europy, pozostali robotnicy to byli przeważnie ludzie pochwyceni w ulicznych łapankach. Poza 38 tysiącami więźniów i przymusowych robotników pracował tu liczny nadzór techniczny, administracyjny, brygada Org. Todt oraz około 5 tysięcy wachmanów z oddziałów SS. Ogółem liczba zaangażowanych przy tej gigantycznej budowie ludzi sięgała 50 tys. !

Roboty wykonywano nie tylko ręcznie (tania siła robocza) ale i przy pomocy najnowszych w tym czasie maszyn budowlanych. Wystarczy tu wymienić ogromne agregaty prądotwórcze, potężne kompresory poruszające tysiące pneumatycznych wiertarek drążących skały, elektryczne sprężarki itp., itp.

O niemieckim rozmachu i pośpiechu niech świadczy np. fakt, że normalnie na budowach używa się 300-400 litrowe betoniarki. Przy tej inwestycji używane były betoniarki o pojemności 4 tys. litrów, a więc 10 razy większe niż normalne.

Nasz rozmówca daje nam dalsze szczegóły życia obozowego Żydów i robotników. Największy obóz znajdował się przy kamieniołomach w Głuszycy. Przy stacji kolejowej Głuszyca Górna był obóz liczący około 300 kobiet Żydowskich. One zatrudnione były przy innych pracach... Duży obóz znajdował się w Jugowicach Górnych, następnie w Kolcach (Fabryka Dywanów), Głuszycy Dolnej obok stacji Ludwikowice.

„Kapami’ w tych obozach byli przeważnie sami Żydzi, z czasem Niemcy, kryminaliści. Jak nas poinformował major w Głuszycy Dolnej w obozie kapem był sam rabin. Z zawieruchy wojennej podobno ocalał, a obecnie przebywa w Izraelu. Cieszył się on wielkim uznaniem Żydów jak i Niemców. Ciekawe czy on jeszcze żyje i co myśli o tamtych ponurych latach...

O dalszych uzyskanych od pana majora A.D. informacjach napiszemy w kolejnych odcinkach.

Ryszard Makowski  

 


Strona główna | Artykuły | Linki | Literatura Eksploracyjna | Email