|
|
||
|
Strona główna | Artykuły | Linki | Literatura Eksploracyjna | Email
|
||
|
Zwierzenia
starego majora (Zagadkowych podziemi ciąg dalszy) - cz.I
Autor zdawał
sobie sprawę, że działając na własną rękę nie będzie mógł
wszystkiego rozwikłać. Nie będzie mógł przekazać obiektywnej relacji.
Dlatego też parę razy zwracał się o pomoc do tych osób, które mogłyby
coś powiedzieć i rzucić nieco światła na sprawę podziemi. To co napisałem
poprzednio było nieco przejaskrawione. Korzystałem bowiem z pomocy ludzi
dobrej woli, z przypadkowych informacji, częstokroć wyolbrzymionych, a nawet
fałszywych. Mimo to trafiłem i wreszcie znalazłem to co było głównym bodźcem
do napisania reportaży. Poszukiwania za prawdą trwały bez mała cały rok.
Przez ten czas kilkakrotnie odwiedziłem szereg miejscowości na Dolnym Śląsku,
Opolszczyźnie i w Zielonogórskim. Pytałem notowałem i wreszcie trafiłem...
Gdzieś w małym miasteczku na Opolszczyźnie, który dużo wie... Jest to
starszy pan, który był odpowiedzialny za całość prac budowlanych na
terenie budowy fortyfikacji „Wału Atlantyckiego”, wyrzutni rakietowych, głównej
Kwatery Hitlera w Kętrzynie oraz budowy nowej kwatery w okolicach Wałbrzycha.
Jakie było
moje zdziwienie, gdy dowiedziałem się, że ów pan jest obecnie inżynierem,
głównym energetykiem w jednym z dużych zakładów przemysłowych. Dziś
liczy sobie 65 lat życia. Jest typowym służbistą - „ordnung mus sein”,
„Dienst is Dienst”... Przez wiele lat służył w wojsku. Ma ukończone
dwa fakultety: Technichchochschule - Berlin i Technischebauhochschule - Wiedeń.
Mój informator jest bardzo zręczny w rozmowie, a jednocześnie bardzo ostrożny
w zwierzeniach. Języka polskiego nie zna... Ma mocny, świdrujący wzrok. Idąc
za nim można od razu poznać, że ma się do czynienia z osobnikiem, który
wiele lat ubrany był w mundur wojskowy. Ma świetną pamięć i umie dobrze
opowiadać niczym nasz polski gawędziarz... W okresie I
wojny był w wojsku w stopniu leutnanta wojsk technicznych. W ostatniej wojnie
nosił mundur majora, ale funkcje które zajmował były ważniejsze niż
stopień wojskowy. Jeszcze raz podkreślam ma doskonałą pamięć. Dokładnie
pamięta wszystkie daty. Bez zająknienia wymienia wysokość racji żywnościowych
jakie pobierali robotnicy i więźniowie pracujący pod ziemią i na
powierzchni. Pamięta nazwiska Żydów, którzy w celach samobójczych rzucali
się pod koła pociągu. Zna nazwiska osób, które przechowywały zbiegów,
dopomagały im w uzyskaniu cywilnego ubrania fałszywych dokumentów. Zna
wiele ciekawych szczegółów, ale nie pamięta lub nie chce pamiętać wiele
innych istotnych faktów... Znał osobiście
wielu dygnitarzy III Rzeszy. Często bywał w sztabach, gdzie przez jakiś
czas był doradcą w sprawach budownictwa fortyfikacyjnego. Jego serdecznym
przyjacielem był słynny „lis pustyni”, który tak dobrze dał się poznać
Anglikom pod El Alamein w Libii - generał Rommel. Z generałem tym, już po
jego powrocie z Afryki wielokrotnie spotykał się na terenie Francji w czasie
budowy „Wału Atlantyckiego”. Nasz
informator podaje ciekawy szczegół z ostatnich godzin życia gen. Rommla.
Oto w przeddzień tragicznej śmierci generała „nasz starszy pan” pił z
nim poważne ilości alkoholu. Rommel miał wtedy mu powiedzieć, że
spodziewa się swojej śmierci, że popadł w niełaskę u Fuhrera i jego
popleczników. Wiedział, że palny obrony wybrzeża Francji są nierealne w
takim opracowaniu na jaki zdecydował się Hitler. Rommel w tej sprawie miał
jechać do Hitlera, aby przedstawić osobiście swój strategiczny plan,
biegunowo różniący się od planów już zaakceptowanych przez sztab. Jak
wiemy gen. Rommel miał wielu przeciwników i nawet był zamieszany w spisek
przeciw Hitlerowi. Generał zginął w katastrofie samochodowej... Jak już
wspomnieliśmy, nasz informator, major D.A. (nazwiska z pewnych względów nie
podajemy w pełnym brzmieniu) nadzorował budowę najważniejszych
fortyfikacji. Jest więc specem wielkiej miary. Jak sam opowiadał przy
pracach tych zatrudniony był na zlecenie Luftwaffe. Naczelnym dowódcą był
w tym czasie marszałek Hermann Goering. Teren budowy - lotniska: Francja,
Niemcy, Belgia, Holandia. Wyrzutnie rakiet na Bałtyku - Rostock, Kilonia,
Bremenhaven itd. Przez jakiś czas pracował przy budowie głównej kwatery
Hitlera w Kętrzynie. Po zwycięskiej
ofensywie wojsk radzieckich gdy front szybko zbliżał się do granic byłych
Prus Wschodnich naczelne dowództwo niemieckich sił zbrojnych zdecydowało
przenieść kwaterę Hitlera na inne tereny. Rozważano wiele możliwości
ulokowania kwatery. Były różne propozycje, ale wybór jednak padł na
okolice Wałbrzycha. Dlaczego?... Podobno zadecydowało położenie
geograficzne. Proszę sprawdzić na mapie. Linia prosta przeprowadzona od
Przylądka Północnego (Norwegia 25 południk) na wschód od Greenwich do
Przylądka Passera (Włochy, Sycylia 15 południk) do miasta Ufy znajdującego
się na krańcach Europy przed górami Ural. Jak więc z tego wynika miejsce
skrzyżowania się tych dwóch linii prawie idealnie wypada w pobliżu Wałbrzycha. Biorąc pod
uwagę ewentualną inwazję Amerykanów na zachodzie, miejsce to było
znacznie oddalone od Atlantyku. Z południa kwaterę broniły liczne pasma górskie
a przede wszystkim Alpy. Od neutralnej Szwecji i Bałtyku Niemcy czuli się
zabezpieczeni. Nikt nigdy nie przypuszczał, że ze wschodu związek Radziecki
przysłowiowy jak mówili Niemcy „kolos na glinianych nogach” - potrafi się
nie tylko bohatersko bronić, ale i atakując trafić w samo serce III Rzeszy,
do Berlina. Sztab niemiecki widać wszystko przewidywał, ale nie liczył się
z wielką zwycięską ofensywą Armii Radzieckiej. Rok 1943.
Wyznaczone miejscowości i okolice w których miały się mieścić betonowe
schrony siedziby Hitlera, Goeringa, Himmlera i innych dostojników. Wybór padł
na Góry Sowie (Eulen Gebirge). Latem 1943 roku do Walimia, Jugowic, Nowej
Rudy, Ludwikowic, Głuszycy, Jedlinki i Wałbrzycha przyjechali niemieccy
geolodzy. To oni właśnie ostatecznie orzekli, że Góry Sowie są górami
starymi, niepodlegającymi już gwałtownym ruchom tektonicznym. W październiku
tego samego roku nadeszły duże transportu różnego sprzętu budowlanego.
Narody podbite dostarczały odpowiedniej siły roboczej. Specjalistów od
podziemnych tuneli i betonowych budowli sprowadzono z Włoch, Francji,
Norwegii, Austrii i naturalnie z Niemiec. Fachowcy ci to długoletni
pracownicy zatrudnieni przy budowie osławionej „Linii Zygfryda”
(niemiecki odpowiednik francuskiej Linii Maginota), Wału Atlantyckiego,
kwatery w Berchtesgaden, Kętrzynie i innych tego typu umocnieniach. „Nasz”
major A.D. przyjechał do Walimia wprost z Cherbourga gdzie nadzorował budowę
ostatnich umocnień Wału. Oddelegowany został po to, aby „zrobić porządek
na tej baustelli” (w Walimiu dop. BM). Tak mieli się wyrazić jego
zwierzchnicy. A trzeba tu powiedzieć, że na budowach tych panowała korupcja
a kradzież materiałów i artykułów żywnościowych był na porządku
dziennym. O tym jednak napiszemy w następnych odcinkach. W tym czasie
(jesień 1943 roku) w Jedlinie w pałacu pewnego barona znajdowała się główna
siedziba generalnego zarządcy budowy - generała Majera. Tu także, w tej
miejscowości, znajdował się obóz dyspozycyjny - rozdzielczy (obok Fabryki
Papy) siły roboczej - więźniów i robotników. U była główna baza
zaopatrzeniowa, materiałów budowlanych, sprzętu. Tu mieszkali najlepsi różnego
rodzaju fachowcy. Stąd kierowali oni byli na poszczególne odcinki robót. O rozmachu
tej kolosalnej inwestycji i tempie tej budowy niech świadczy fakt, że przy
drążeniu podziemi pracowały 23 wielkie firmy. Między innymi firmy
(Weiss und Freilag”, dalej „Filip Holzman”, „Dywidag” i
inne). Te wszystkie firmy (różnych specjalności) miały do swej dyspozycji
38 tysięcy robotników. Według słów majora A.D. zatrudnionych tu było 18
tys. Żydów, 12 tys. Włochów. Do pozostałej reszty zaliczano Polaków (ale
nie Żydów obywateli polskich), Ukraińców, Rosjan i Serbów. Poza Żydami,
których przywieziono tu z gett całej podbitej Europy, pozostali robotnicy to
byli przeważnie ludzie pochwyceni w ulicznych łapankach. Poza 38 tysiącami
więźniów i przymusowych robotników pracował tu liczny nadzór techniczny,
administracyjny, brygada Org. Todt oraz około 5 tysięcy wachmanów z oddziałów
SS. Ogółem liczba zaangażowanych przy tej gigantycznej budowie ludzi sięgała
50 tys. ! Roboty
wykonywano nie tylko ręcznie (tania siła robocza) ale i przy pomocy
najnowszych w tym czasie maszyn budowlanych. Wystarczy tu wymienić ogromne
agregaty prądotwórcze, potężne kompresory poruszające tysiące
pneumatycznych wiertarek drążących skały, elektryczne sprężarki itp.,
itp. O niemieckim
rozmachu i pośpiechu niech świadczy np. fakt, że normalnie na budowach używa
się 300-400 litrowe betoniarki. Przy tej inwestycji używane były betoniarki
o pojemności 4 tys. litrów, a więc 10 razy większe niż normalne. Nasz rozmówca
daje nam dalsze szczegóły życia obozowego Żydów i robotników. Największy
obóz znajdował się przy kamieniołomach w Głuszycy. Przy stacji kolejowej
Głuszyca Górna był obóz liczący około 300 kobiet Żydowskich. One
zatrudnione były przy innych pracach... Duży obóz znajdował się w
Jugowicach Górnych, następnie w Kolcach (Fabryka Dywanów), Głuszycy Dolnej
obok stacji Ludwikowice. „Kapami’
w tych obozach byli przeważnie sami Żydzi, z czasem Niemcy, kryminaliści.
Jak nas poinformował major w Głuszycy Dolnej w obozie kapem był sam rabin.
Z zawieruchy wojennej podobno ocalał, a obecnie przebywa w Izraelu. Cieszył
się on wielkim uznaniem Żydów jak i Niemców. Ciekawe czy on jeszcze żyje
i co myśli o tamtych ponurych latach... O dalszych
uzyskanych od pana majora A.D. informacjach napiszemy w kolejnych odcinkach. Ryszard
Makowski
|
||
|
Strona główna | Artykuły | Linki | Literatura Eksploracyjna | Email
|
||