Strona główna | Artykuły | Linki | Literatura Eksploracyjna | Email

 

 

Akcja Adolfa i luksusowe oranżerie na kamienistych zboczach głuszyckiej góry - cz.4

  Tysiące skamieniałych worków cementu nie reaguje na uderzenia przypadkowo znalezionego kilofa. Dotrzeć można jedynie do górnej warstwy worków. Być może pod nią znajduje się cement zdatny do użytku? Wydaje się na pozór, ze terenów tych nie dotknęła ręka ludzka. Za sobą pozostawiliśmy las stalowych prętów. Pomimo jesieni trawa jest wysoka i nie wiadomo co się w niej kryje. Chodzenie po tych terenach połączone jest z pewnym ryzykiem. Dlatego czujemy się nieszczególnie. Zwrotnice kolejki są tak zamaskowane, że z trudem się je odkrywa. Schodząc ze zbocza natrafiliśmy raz po raz na szyny, które rozłożono regularnie, jak stopnie schodów. Przed nami niedokończona budowla. Trudno się zorientować, do czego miała służyć. Część rusztowań jest zawalona i przykrywa sobą olbrzymi obetonowany otwór. Dolmuss wyjaśnia, że miała tu być winda. Stopięćdziesięciometrowy zjazd był już gotów. Zaczęto budować z kolei obudowanie dla windy, ale szybkie postępy wojsk radzieckich nie pozwoliły na dokończenie prac. Wylotów takich na terenie góry jest kilka. Windami dojeżdżało się do poziomu, gdzie mieściły się biura.

Nieco dalej wznosi się spory pagórek nawiezionego szutru. 40 tys. m3! Bagatela .. Tuż za nim podmurowania z częściowym oszkleniem - oranżerie Hitlera! Jesienny wiatr hula sobie teraz po nich dowoli. Ot, niemiecka pedanteria - w takich momentach budować kosztem wysiłku tysięcy ludzi - luksusowe oranżerie. W dodatku, w takich warunkach terenowych, było to prawdziwym szaleństwem. Cienkie druty z nawleczonymi na nie sztucznymi liśćmi doskonale maskują złożony na ziemi żelbeton. Na terenach, które zwiedzamy a które ciągną się na przestrzeni 30 prawie km - jest tego 200 ton. Żelazo, które widzimy jest tylko częścią materiałów potrzebnych do budowy podziemnego miasta: budowy zwanej ... "Akcją Adolfa".

Trzysta ton żelaza trafiło już na właściwe miejsce. Odjechało do Warszawy. Mamy nadzieję, że i pozostałe 200 ton będzie należycie użyte.

Każdy krok przynosi nam nowe odkrycia. Olbrzymie trawersy kolejowe, które właśnie mijamy - o długości 17 metrów, wysokości 450 mm, szerokości 300 mm o wadze 3,5 tony, przydałyby się na mosty w wielu miejscowościach Dolnego Śląska i całego kraju. Na razie leżą  bezużytecznie i prawdopodobnie (jeśli nikt się nimi nie zainteresuje) przeleżą tu zimę 1947 na 1948 r.

  Zbigniew Mosingiewicz Słowo Polskie 31.10.1947 

2 000 wagonów cegieł można wywieźć z Głuszycy choćby do zniszczonego Wrocławia - cz.5

  Październikowe słońce chyli się łagodnie ku granicy czeskiej, oddalonej stąd o sześć kilometrów. Zimny, porwisty wiatr nagli do powrotu, a tu zostało tak dużo jeszcze do obejrzenia. Przed nami płaskie pole zarośnięte trawą. Nadawałoby się doskonale na lotnisko. Dolmuss, indagowany w tej sprawie, milczy z początku, a następnie z niechęcią przyznaje, że istotnie tu właśnie miało być małe polowe lotnisko. Lądowali na nim specjalni kurierzy (*z którymi, jak zaraz podkreśla, nie miał nic do czynienia) z instrukcjami z Berlina.

Na zboczach wzgórza opodal wierzchołka spotykamy jeszcze - poza odkrytym już wejściem do kwatery Hitlera - dwa podobne. Ostatecznie okazuje się, że do apartamentów wodza Trzeciej Rzeszy prowadziły dwa wejścia podziemne oraz trzy z nawierzchni góry, skąd do wnętrza trzeba było zjeżdżać specjalnymi windami. W dwa i pół roku po zaniechaniu robót trudno je rozpoznać. Wejścia z wierzchołka góry przykryte są deskami. Słońce coraz bardziej zniża się ku zachodowi. Trudno w jednym dniu wszystko zobaczyć i zbadać. Zdajemy sobie sprawę z tego, że to co zwiedziliśmy dotąd jest tylko drobną cząstką podziemnego kolosa. Postanawiamy jednak zwiedzić jeszcze siedzibę Marszałka rzeszy - Goeringa. Prowadzą do niej serpentyny okalające zbocza gór. Siedzibę Hitlera od "rezydencji Goeringa" dzieli przestrzeń pięciu kilometrów. Droga wiedzie w las, w którym spotyka się raz po raz zniszczone baraki. Niestandardowe bynajmniej jak w obozach koncentracyjnych. Każdy z nich ma swoisty styl. Od razu można poznać np. baraki, w których mieszkali minerzy włoscy. One mają kształt lodzi. W pewnej chwili wylania się przed nami z gęstwy leśnej zbity z desek czarny budynek, na którego tle odcina się wyraźnie zielono-biały krzyż. Szpital. Nie różnił się niczym od baraków, chyba tym tylko, że w tragicznych latach wojny więcej ludzi rozstawało się z życiem tu, niż gdzie indziej. Za chwilę jesteśmy już w jednej z największych siedzib podziemnego miasta - byłej posiadłości Goeringa. Prowadzą do niej cztery wejścia wykute w skałach u podstawy góry i sześć na powierzchni. Z siedzibą Hitlera łączy ją podziemny korytarz. W barakach na wzgórzu leżały jeszcze w ubiegłym roku gotowe rury do centralnego ogrzewania - zabrano je do Jeleniej Góry. Znajduje się tu jeszcze dwa tysiące wagonów cegieł, które należałoby jeszcze przed zimą wywieźć choćby do pobliskiego zniszczonego Wrocławia. Warto by się także zaopiekować 20-ma znajdującymi się tu pogłębiarkami

W dole widać szyny kolejki, które pną się pod górę malowniczymi serpentynami, przerzuconymi przez zaimprowizowaną z olbrzymich trawersów mosty. Pora jest już całkiem późna, lecz inż. Dolmuss namawia nas jeszcze do zwiedzenia najciekawszej części tego podziemnego obiektu, a mianowicie siedziby szefa propagandy Goebbelsa. Siedziba ta, najmniejsza ze wszystkich - zaciekawia dlatego, że wykończono ją już w 70%. Mieści się ona pomiędzy Walimiem a Górkami. Żeby dojechać do niej trzeba ze względu na górzystość terenu stracić co najmniej 20 minut czasu. W międzyczasie inż. Dolmussowi rozwiązuje się język i zaczyna na temat byłych mieszkańców Głuszycy opowiadać arcyciekawe historie. Krążyły wśród nich podobne wersje na temat budowanego w Sowich Górach podziemnego... miasteczka atomowego.

  Zbigniew Mosingiewicz Słowo Polskie 1-2.11.1947

 


Strona główna | Artykuły | Linki | Literatura Eksploracyjna | Email