Strona główna | Artykuły | Linki | Literatura Eksploracyjna | Email

 

Tajemnica wielkiej budowy z II wojny światowej o wymownym kryptonimie RIESE (Olbrzym) przyciąga uwagę historyków, eksploratorów i turystów. Idąc sztolniami zadajemy sobie pytania dotyczące przeznaczenia obiektów, sposobu budowy, istnienia kompleksów i sztolni. Pierwszych poważnych badań i prób rozwiązania tajemnicy Gór Sowich podjął się w latach 70. podchorąży Wyższej Szkoły Wojsk Pancernych Jerzy Cera. Poprzedził je analizą dokumentów znajdujących się w Głównej Komisji Badań Zbrodni Hitlerowskich w Polsce. Dzięki ogłoszonym w prasie apelom, zgłaszali się nowi świadkowie. Wyprawy przyniosły szczegółową inwentaryzację obiektów, wiele nowych informacji i faktów o wydarzeniach z ostatnich dni wojny i okresie powojennym. W wyniku tych prac powstały dwie publikacje: praca dyplomowa "Praca więźniów w obozach koncentracyjnych „Walimia" i "Tajemnice walimskich podziemi". To ostatnie opracowanie było przez wiele lat jedynym dostępnym wiarygodnym źródłem informacji o Górach Sowich. W uwagach wstępnych do "Tajemnic walimskich podziemi" Jerzy Cera pisał: "Traktuję swą pracę dyplomową jako jeden z etapów, ale nie ostatni, do wyświetlenia prawdy o podziemiach Walimia i okolic". Po 23 latach od napisania tych słów jestem razem z Jerzym Cerą na zboczu góry Osówka. Za 5 minut. o godzinie 12oo rozpocznie się kolejny etap poszukiwań i badań tajemniczego miejsca, jakim jest "siłownia". Powtarzamy eksperyment sprzed lat. Wrzucamy świece dymne do kamionkowych rur "siłowni". Doświadczenie takie pozwoli ocenić drożność ciągów i co najważniejsze - dym powinien pojawić się tak jak przed laty w sztolniach kompleksu "Osówka" na wartowni. Ludzie rozstawieni w terenie z krótkofalówkami mają za zadanie zasygnalizować ewentualne pojawienie się dymu. Plany i opis sprzed 20 lat potwierdzają się w całości. Z odpalonych 20 świec dym w całości pochłonięty jest przez skomplikowany system rur gdzieś w czeluściach góry Osówka. W niektórych rurach wyraźnie słychać potężny ciąg wsysający dym, a w zbiorniku, obecnie zalanym, zaczynają pojawiać się pęcherze powietrza. Dlaczego w tym miejscu zbierają się łatwopalne gazy, przecież tak pospolite zjawisko jak rozkład substancji biologicznych mógł wystąpić w każdym innym miejscu w "siłowni", a co bardzo ważne i e tym miejscu po eksplozji dym został wchłonięty w dół. Nigdzie na zewnątrz dym nie pojawił się. Teraz zostało tylko jedno miejsce, które rokuje nadzieje. Świadomi jesteśmy tego, że przyroda dokonała wielu spustoszeń w strukturze naziemnej, jak i podziemnej tego i innych kompleksów Gór Sowich. Wchodzimy do podziemi, jest bardzo cicho i tylko kapiące krople wody w mrocznych sztolniach ożywiają i potęgują wrażenie tajemniczości. Chcemy zlokalizować wydobywający się z zakamarków sztolni dym. Jerzy Cera wskazuje pomieszczenie w którym w latach 70. był wyraźnie wyczuwalny. Nie wiem czy to sugestia, czy dym tak naprawdę był, faktem jest, że większość osób przebywających w pomieszczeniach "wartowni" wyczuwa ten specyficzny zapach. To bardzo ważna chwila, za kilka godzin bowiem zaczną się próbne odwierty w pomieszczeniach wartowni, a po nich nastąpi analiza odwiertu za pomocą kamery video. W tej chwili zapadają decyzje, gdzie odbędą się wiercenia próbne. Czekamy na przyjazd ekipy górników z Lubinia. W między czasie trwają jeszcze próby za świecami dymnymi w miejscu najbardziej intrygującym - w rurze z palnym gazem. W jeden otwór wrzucone są trzy świece. Efekt jest wręcz piorunujący, z rur bowiem zaczyna wydobywać się strumień ognia tak duży, że w pewnym momencie wszyscy zaczynają się niepokoić, czy przypadkiem nie został odpalony zbiornik z jakimś łatwopalnym gazem. Sytuację jednak udaje się opanować, zasypując otwór ziemią i dużymi odłamkami skał. Niewątpliwie będziemy prowadzili tu jeszcze badania za pomocą sond video i analizatorów gazów. W tym samym czasie kilkadziesiąt metrów niżej penetrowana jest sondą video zablokowana zawałem część wartowni w podziemiach "Osówki". Jest to zamknięta dla turystów część kompleksu, gdzie skały zwisają ze stropu, a rumowisko pod stopami informuje o ciągłej pracy górotworu. Pomieszczenie wartowni badane przez sondę jest puste, tylko kilka belek szalunkowych i prawdopodobnie skrzynka narzędziowa to jedyni niemi strażnicy tego pomieszczenia. Wreszcie zjawiają się górnicy i od tego czasu wszyscy z niecierpliwością czekamy na efekty. Trwają przygotowania do ustawienia wiertnicy i doprowadzenia wody do wiertła. Wreszcie sprzęt zostaje uruchomiony i widiowe wiertło z mozołem rozpoczyna wdzierać się po pięćdziesięciu latach w mroczną historię II wojny światowej. Ta chwila przyciąga wszystkich ludzi znajdujących się w sztolniach Osówki. Pracuje kamera telewizyjna i rozbłyskają flesze aparatów fotograficznych. Padają uwagi i komentarze, jednak wszyscy w tej chwili mamy świadomość, że rozpoczął się nowy etap w poszukiwaniu świadectw historii na terenach Gór Sowich. Wszystkie przekazy świadków, hipotezy i legendy krok po kroku będą weryfikowane z rzeczywistością podziemi. Będzie to proces długotrwały i wymagający zaangażowania wielu ludzi i środków finansowych oraz sprzętowych. Pierwsze wiercenie skończyło się, gdy 90 centymetrów betonu zastąpiła skała gnejsowa z domieszką miki. Potwierdziła to wprowadzona kamera. Beton w tym miejscu stykał się bezpośrednio ze skałą bez najmniejszej nawet szczeliny. Następne wiercenia wykazały podobny charakter, a więc ściany o grubości od 70 do 90 centymetrów. Potem zawsze lita skała. Tak było do momentu aż... Wiertło przekroczyło granicę 90 cm, potem było już 150 cm betonu. Zatrzymaliśmy się przy 250 cm i, jak to w takich przypadkach bywa, w tym miejscu trzeba było skończyć pracę z powodów technicznych. Nikt nie przewidział takiej niespodzianki, zabrakło po prostu nakładek na wiertło. Stawianie w tym miejscu tak potężnej ściany nie ma uzasadnienia, chyba że wiertło trafiło na prostopadłą ścianę w stosunku do pomieszczenia w którym się znajdujemy. Następny etap badań rozpocznie się od tego miejsca. Zaoferowali swoją pomoc pan Sławomir Mytyk z Warszawy, dysponujący kamerą termowizyjną, dzięki której analiza pomieszczeń betonowych w kompleksie Osówki na pewno będzie łatwiejsza, oraz pan Leszek Bolewski z Colegium Chemicum z Poznania, prowadzący badania składu chemicznego skał i betonu. Cały zespól biorący udział w pierwszej eksploracji: Jerzy Cera, Marek Dudziak, Wojciech Stojak i niżej podpisany wiemy, że dotarcie do nieznanych pomieszczeń i stwierdzenie faktycznego przeznaczenia obiektów w Górach Sowich nie będzie sprawą łatwą. Jednak zgromadzony zasób informacji oraz najnowsze metody badawcze dają nam nadzieję, że jesteśmy o krok od odkrycia tej zagadki II wojny światowej. Przeznaczenie obiektów "RIESE" jest nieznane do dziś. Pojawia się wiele spekulacji i hipotez na ten temat. Nikt jeszcze nie przedstawił dokumentów wyciągniętych z archiwów niemieckich, z których wynikałby charakter budowanych obiektów. Wielu autorów powołuje się an pamiętniki dygnitarzy III Rzeszy. Myślę, że nie do końca można traktować je jako dokumenty historyczne, choćby dlatego, że ludzie ci - w większości fanatyczni hitlerowcy - składali kiedyś przysięgę swojemu wodzowi, a pisząc pamiętnik o pewnych okresach swojej działalności musieli coś przemilczeć, a mało istotne zdarzenia uwypuklić. Na pewno budowa "Riese" była bardzo ważną inwestycją dla prowadzących wojnę Niemiec. Świadczy o tym zaangażowanie organizacji TODT w przeprowadzeniu prac budowlanych i powstaniu wielu filii obozu Gross-Rosen oraz miejsce usytuowania obiektów poza zasięgiem nalotów alianckich.

 Film z kompleksu Riese – 1,5 MB 


Strona główna | Artykuły | Linki | Literatura Eksploracyjna | Email