|
|
|||||||||||
|
Strona główna | Artykuły | Linki | Literatura Eksploracyjna | Email
|
|||||||||||
|
Za kilkanaście dni zostaną otwarte
podziemne labirynty pod góra Sobiesz w Piechowicach, gdzie pod koniec 1944
roku Niemcy ukryli zrabowane w czasie wojny skarby - dowiedziało się
"Życie Warszawy". - Przeprowadzane w ubiegłym tygodniu wiercenia
potwierdziły istnienie w górze Sobiesz podziemnej fabryki, w której Niemcy
prawdopodobnie zgromadzili skarby - powiedział ZW Władysław Podsibirski,
który od lat ich poszukuje. Z relacji świadków oraz z dokumentów, do jakich
dotarł Podsibirski, wynika, ze w Piechowicach znajduje się nie tylko poszukiwany
od zakończenia wojny tzw. Skarb Wrocławia, ale również cześć depozytów
Centralnego Banku Rzeszy. A według żyjących żołnierzy z obsługi fabryki, jest
tam także bursztynowa komnata. "Skarb Wrocławia" to oddane przez
ludność Dolnego Śląska do depozytu cenne przedmioty, zgodnie z wydanym w 1944
r. zarządzeniem ministerstwa finansów III Rzeszy. - Na górze Sobiesz
przeprowadziliśmy badania termowizyjne, radarowe, elektrooporowe i manometrem
protonowym. Końcowym etapem były wiercenia. Teraz wiemy, gdzie i jak możemy
wchodzić do podziemia. Ostateczne wyniki zostały przekazane najwyższym
władzom RP - mówi Podsibirski. - Podczas wierceń w miejscach, gdzie według
świadków, jak i wcześniejszych badań, znajdują się wjazdy do fabryki,
wydobyliśmy na powierzchnie obok urobku skalnego także beton. W pewnym
momencie wiertło natrafiło na taki opór, ze grunt, na którym staliśmy, zaczął
drgać. Miało się wrażenie, ze stoimy na stropie. Prawdopodobnie wiertło
trafiło na zbrojenie i nastąpiło zaklinowanie sztangi. Zaczęliśmy wiercić
obok, ale znowu strąciliśmy wielo. Taka sytuacja powtarzała się kilka razy i
jedynie tam, gdzie wcześniej radar zlokalizował betonowy tunel. W sumie
wykonaliśmy kilkadziesiąt wierceń, w tym 90% trafionych - mówi Podsibirski.
Te przeszkody chcą pokonać poszukiwacze, którzy wierzą, ze pod góra są skarby
warte setki miliardów marek. Z dokumentów, które zostały udostępnione ZW, wynika, ze koło
tzw. skałek przy drodze z Piechowic na Cicha Doline i koło Grzybowcy znajdują
się dwa wejścia, zamykane stalowymi bramami. Odchodzące od nich tunele
(obecnie zasypane) łącza się w odległości 40 metrów z poprzecznym korytarzem.
Od korytarza odchodzi kilka odgałęzień. Jedno, biegnące w stronę szczytu, po
kilkunastu metrach dociera do tzw. magazynu. Z olbrzymiej podziemnej pustki
wychodzą następne korytarze. Jeden z nich biegnie w linii prostej do miejsca,
gdzie w czasie wojny znajdował się drewniany budynek, służący za koszary
wartowników. Tu znajduje się szyb, którym można wydostać się na powierzchnie.
Następne wejścia zlokalizowano pod oddalona około 100 metrów od skałek laka
oraz w znajdującym się obok parowie. Przypomnijmy - Władysław Podsibirski od
ponad dwudziestu lat poszukuje ukrytych w górze Sobiesz w woj. jeleniogórskim
zrabowanych w czasie wojny przez Niemców skarbów. W połowie lat
dziewięćdziesiątych rząd RP podpisał z nim umowę na ich wydobycie, z której
rząd się nie wywiązał. Przy okazji podpisania umowy UOP zabrał Podsibirskiemu
całą dokumentacje dotycząca Piechowic. Cała sprawa jest bardzo rozdęta przez prasę, interesuje nas, co do powiedzenia ma sam Pan Posiborski. Twierdzenie przez Życie Warszawy że " .....za kilkanaście dni zostaną otwarte podziemne labirynty pod góra Sobiesz... ", jest mało realne, gdyż takie prace wymagają wiele miesięcy pracy. Ponadto mało ekip eksploratorów, przystąpiło by do tak kosztownej i żmudnej pracy, opierając się głównie na pomiarach georadarów i termooporowych, gdyż metody te są mało skuteczne w górach, gdzie warstwy geologiczne i uskoki, oraz podziemne cieki zmieniają strukturę gruntu co kilka metrów. Metody te mogą być pomocne, ale wchodzi się na podstawie dokładnych planów i im się wierzy, albo zna się inne wejścia, których nie udało się wysadzić niemcom, bo onich nie wiedzieli (stare szyby wentylacyjne zasypane już przed wojną przez górników, wejścia z innych podziemni, piwnic, studni itp. Po wtóre wydaje się idiotyczne aby Pan Posiborski był zainteresowany przekazywaniem wyników swych badań "...najwyższym władzom RP, gdyż już raz został przez nie oszukany i "okradziony" ze swojej dokumentacji. Jednocześnie należy wykluczyć teorie o bursztynowej komnacie gdyż w wymienionym okresie znajdowała się z całą pewnością w Królewcu w gestii gaulejtera Ericha Kocha, a nie Goeringa. Jednocześnie oferujemy się udzielić Panu Posiborskiemu pomocy w skompletowaniu planów i dokumentacji, ale musimy znać kilka nazw niemieckich instytucji lub osób związanych w tym okresie z obiektem, aby móc dotrzeć do niemieckich archiwów.
|
|||||||||||
|
Strona główna | Artykuły | Linki | Literatura Eksploracyjna | Email
|
|||||||||||