Strona główna | Artykuły | Linki | Literatura Eksploracyjna | Email

 

 

Ze wspomnień Nicolasa v. Belowa adiutanta A. Hitlera: "... W planie [...] była budowa wielkiej nowej FHQ na Śląsku w rejonie Waldeburga, w skład której miał wchodzić także zamek Fürstenstein w posiadłości książąt Plessów...". Budowa ta być może jest częścią niewyjaśnionego planu "Riese" na podstawie którego budowano wiele obiektów na terenie Dolnego Śląska. Jednym z elementów tego projektu była budowla Zamku Książ, największym zamku w tym rejonie wybudowanego w XIII wieku. Postawiono go na wzgórzu otoczonym pięknymi wówczas przełomami rz. Pełcznicy płynącej w głęboko wciętym wąwozie. Zamek przeszedł wiele: przebudowy i pożary, ale jego najnowsza historia - historia przebudowy i budowy podziemi nie jest wyjaśniona do dnia dzisiejszego.

     Z tajemnicami Zamku Książ ściśle związany jest gauleiter NSDAP Dolnego Śląska Karl Hanke. Otóż Hanke był jednym z ludzi, których określa się jako wpływowych na Führera, a jednocześnie mówi się o nich "bandyta". Otóż najprawdopodobniej w administrowanym oficjalnie przez Dyrekcję Kolei Niemieckich Zamku Książ funkcjonował ośrodek szkolenia hitlerowskich służb specjalnych. Zamek otoczony był pierścieniem obrony przeciw czołgowej i rozbudowanym systemem polowych fortyfikacji obsadzonych przez zaciężne obcojęzyczne formacje Waffen SS. Wszystko wskazuje na to, że decyzja o budowie nowej FHQ zapadła gdzieś na przełomie lat 1943/44, gdyż obóz jeniecki powstał tu w świetle zeznań jeńców Gross Rosen około 1944 r. i funkcjonował aż do wyzwolenia 8/9 maja 1945 r. Byłoby to logiczne rozwinięcie realizowanego projektu "Olbrzym" w Górach Sowich. Adiutant Hitlera, cytowany już N. v Below, na pewno wizytował budowę dwukrotnie, osobiście zaś nadzorował ją zaufany Hanke. Jak było naprawdę nikt do dnia dzisiejszego nie wyjaśnił, gdyż brak jest dokumentów jednoznacznie określających charakter obiektu. Wiadomo, że od roku 1935 zamek był w rękach hitlerowców, a prace remontowo - budowlane prowadzono dopiero od roku 1941 (tak zeznają świadkowie). W latach 41-43 pracowały tu firmy prywatne zrzeszone w Śląskiej Wspólnocie Przemysłowej w oparciu o ściąganych robotników - obcokrajowców. W roku 1944 Organizacja Todt przejęła budowę i rozbudowano wówczas (maj 44) filię obozu Gross Rosen; z ośrodka szkolenia służb specjalnych próbowano przygotować zapasową kwaterę ministerstwa spraw zagranicznych III Rzeszy lub już wówczas myślano o nowej FHQ,a decyzję podjęto podczas budowy w G. Sowich. Z tym też zbiegło się przejęcie całej budowy przez org. Todt w IV 1944 r.

     Mroczna tajemnica osłania też końcówkę prac w lutym 1945 roku. Otóż pod koniec lutego 1945 r. przystąpiono do ewakuacji więźniów i nadal kontynuowano prace aż do maja 1945. Co wówczas robiono w ścisłej tajemnicy? Dlaczego nic nie wiadomo o prowadzonych wówczas pracach? Czy były to zakrojone na szeroką skalę prace kamuflażowe? Jeden ze świadków oprowadzany po istniejących pomieszczeniach nie mógł ich rozpoznać i twierdził, że wiele w nich zmieniono lub znikły za postawionymi ścianami, których nie było w czasie jego pobytu. Dzieła zniszczenia dokonały w latach 1945-46 wojska rosyjskie dewastując i kradnąc, co tylko było możliwe. Do lat 70 zamek był ogólnie dostępny dla "tubylców" i sukcesywnie dewastowany i rabowany.

     Co zbudowano pod zamkową górą? Podziemia, które opisano i zinwentaryzowano były dostępne jeszcze do lat 60. Obecnie jest dostępny w formie trasy turystycznej tylko jeden ciąg podziemi, do których wchodzi się od strony tarasów ogrodowych. Wyrobisko to było połączeniem szybu windy prowadzonej ze wszystkich kondygnacji zamku z tarasami i głównym szybem, który zbudowano na zamkowym dziedzińcu przed wejściem do zamku (zasypano go w latach 70. ze względu na duże zagrożenie dla zwiedzających). Szyb ten w swojej górnej części miał być najprawdopodobniej komorą maszynowni windy, instalowanej w zasadniczym szybie prowadzącym 40 metrów w głąb zamkowej góry. Tam też znajduje się drugi zasadniczy zespół wyrobisk: hal i sztolni. Są to cztery sztolnie przebiegające wzgórze zamkowe z dwóch stron, łączone systemem betonowych wyrobisk: hal i sztolni. Są to cztery sztolnie przebijające wzgórze zamkowe z dwóch stron, łączone systemem obetonowanych wyrobisk: komór i chodników. Szczegółowy dokładny opis podziemi zawarł w swoim opracowaniu pan Piotr Kruszyński na str. 23-24, do którego odsyłam czytelników ("Podziemia w Górach Sowich i Zamku Książ" Wyd. Państwowe Muzeum Gross Rosen 1989). Zinwentaryzowano w sumie 950 m podziemnych chodników i pomieszczeń o powierzchni 3200 m2 i objętości 13000 m3. A w świetle zeznań jednego ze świadków, są to nie wszystkie podziemia, gdyż część z nich najprawdopodobniej zamaskowano podczas prac w okresie II - V 1945 roku. Nie opisuję szeregu prac w otoczeniu Zamku i w samej budowli, gdyż zrobił to lepiej p. Kruszyński w swoim opracowaniu. Jednakże nie jest to koniec tajemnic zamku rodu von Pless. Otóż jeden ze świadków, że w podziemnych budowano coś, co do złudzenia przypominało dworzec kolejowy... (Inni świadkowie wspominają o tajemniczym pociągu - widmie, który wyjechał za Świebodzic a nigdy nie dojechał do Szczwienka).

     Gdzie podziały się opancerzone wagony ciągnięte przez dwie spalinowe lokomotywy? Czy obawiano się wyłączenia prądu na zelektryfikowanej linii kolejowej z Wrocławia do Drezna? Zniknięcie pociągu zbiega się w czasie z pacami maskującymi w Zamku Książ. Czy na tzw. 61,1 km linii kolejowej Wrocław - Wałbrzych była zamaskowana bocznica kolejowa prowadząca do wnętrza góry? I druga tajemnica. Otóż podczas poszukiwań i ekshumacji zwłok przymusowych robotników, pan Tadeusz Słowikowski, emerytowany górnik z Wałbrzycha, poszukiwacz - amator i pasjonat tajemnic Gór Sowich i Dolnego Śląska natrafił na zwłoki kilku osób. Podczas oględzin lekarskich stwierdzono jednoznacznie, że byli to ludzie tak zadbani i leczeni, że w chwili śmierci (zabili ich z broni maszynowej) nie mogli być jeńcami ani robotnikami, gdyż tak leczono wówczas u dentystów... niemieckich.

 

Galeria zdjęć


Strona główna | Artykuły | Linki | Literatura Eksploracyjna | Email