Kolekcja Gurlitta

Na początku listopada 2013 roku wybuchła medialna bomba – w mieszkaniu 80-letniego mieszkańca Monachium odnaleziono ponad 1400 obrazów, z których większość od końca lat 30. XX wieku uważano za zaginione. Specjaliści oszacowali ich wartość materialną na zawrotną kwotę około 1 miliarda euro. Biorąc pod uwagę nazwiska autorów odnalezionych dzieł ta suma może okazać się jeszcze wyższa. Zarówno ilość odnalezionych dzieł sztuki, ich wartość materialna i kulturalna pobudzają wyobraźnię. Niewiele osób zdaje sobie jednak sprawę ze złożoności tej sprawy...

zdegenerowana

Minister Joseph Goebbels wizytuje wystawę sztuki "zdegenerowanej" w Monachium w 1937 roku (Bundesarchiv Bild 183-H02648)

Ze skąpych informacji jakie przekazały media i niemieckie czynniki urzędowe wiemy, że w 2011 roku w mieszkaniu Corneliusa Gurlitta odnaleziono ponad 1400 obrazów – w przeważającej mierze dzieł przedstawicieli modernizmu – m.in. Picassa, Chagalla, Marca, Noldego, Renoira, Matisse’a, Kokoschki i innych. Niemiecka policja postanowiła utajnić całą sprawę. Po dwóch latach dowiedzieli się o niej dziennikarze i dziś informują o niej prawie wszystkie media światowe. Wszyscy zadają sobie pytanie – w jaki sposób samotny mężczyzna wszedł w posiadanie jednej z największych na świecie kolekcji sztuki nowoczesnej? Wyjaśnieniem tej zagadki jest nazwisko właściciela i okres historii Niemiec, w którym zgromadzono te dzieła sztuki.
W chwili gdy tworzone zostały zręby przedmiotowej kolekcji – lata 30. XX wieku – władze III Rzeszy uznały, że modernizm jest sztuką zdegenerowaną, o niszczącym wpływie na kulturę niemiecką. Artyści reprezentujący nowoczesne formy sztuki rzadk się dobrą opinią wśród wielu środowisk. Negatywny stosunek miała spora część środowisk intelektualistów i muzealników. Na początku XX wieku w Niemczech ta niechęć przybrała szczególny wyraz m.in. za sprawą dr Alfreda Rosenberga, przyszłego ideologa nazizmu. Już w latach 20. XX wieku założył on Ligę Walki o Kulturę Niemiecką, której celem było zwalczanie twórczości, która miała „destrukcyjny” wpływ na społeczeństwo. Ta idea znalazła swoich kontynuatorów. Kiedy w 1929 roku dr Wilhelm Fick został Ministrem Spraw Wewnętrznych i Edukacji Turyngii jednym z pierwszych postulatów jakie wysunął było usunięcie z muzeów prac Kandinsky’ego, Noldego, Klee i innych podobnych artystów. Jeszcze mocniejsza manifestacja niechęci do sztuki nowoczesnej objawiła się wraz z przejęciem władzy przez nazistów w całych Niemczech. Tydzień po wygranych wyborach do Reichstagu, 13 marca 1933 roku, Ministerstwo Oświecenia Publicznego i Propagandy Rzeszy kierowane przez dr Josepha Goebbelsa, powołało Izbę Kultury Rzeszy. Miała ona skupiać wszystkich artystów tworzących na terenie Niemiec. Izba cenzurowała ich pracę i udzielała zgodę na wystawianie dzieł. Wszelkie przejawy awangardy w sztuce były skutecznie eliminowane – artyści byli szykanowani i relegowani z uczelni plastycznych. Muzea posiadające prace modernistów zostały zmuszone do ich usunięcia z wystaw stałych i czasowych.
Równocześnie z nagonką na sztukę nowoczesną naziści rozpoczęli prześladowania żydowskich obywateli Niemiec. Z każdym rokiem ich sytuacja stawała się coraz bardziej dramatyczna. Zaczęło się od paragrafów aryjskich, później były Ustawy Norymberskie, a wreszcie obozy pracy i miejsca masowej zagłady. W tej sytuacji wiele rodzin żydowskich zdecydowało się opuścić Niemcy bez względu na koszty. Warunkiem urzędowej zgody na wyjazd za granicę było pozostawienie posiadanego majątku. Oprócz sklepów, fabryk, warsztatów rzemieślniczych, żydowscy kolekcjonerzy zostali zmuszeni do oddania swoich zbiorów. Część przedmiotów sprzedali niemieckim marszandom próbując wywieźć uzyskaną w ten sposób gotówkę. Większość zbiorów trafiła jednak w ręce urzędników, którzy przekazywali je do muzeów. Główną część przejętych kolekcji stanowiły dzieła artystów modernistycznych i z tego właśnie powodu w magazynach tych placówek znalazło się wiele obrazów, rzeźb, grafik i innych form artystycznych sztuki nowoczesnej.
W połowie 1937 roku ministerstwo propagandy kierowane przez Goebbelsa rozpoczęło kolejną fazę operacji mającej na celu wyeliminowanie ze sfery publicznej dzieł sztuki nowoczesnej. Działanie to było spełnieniem życzenia Adolfa Hitlera, by nie wystawiać „dzieł niedokończonych”. Rozpoczęła się ogólnokrajowa akcja odseparowania prac modernistów od pozostałych dzieł znajdujących się w posiadaniu placówek muzealnych. Specjalna komisja powołana przez Goebbelsa przeprowadziła przegląd zbiorów publicznych i dokonała selekcji dzieł uznanych za „sztukę zdegenerowaną”. W krótkim czasie zgromadzono około 21 tys. różnego typu obiektów, które zostały zakwalifikowane do tej grupy. Ich inwentaryzacją zajął się zespół kierowany przez dr Rolfa Hetscha. W bardzo krótkim czasie urzędnikom udało się opisać i wprowadzić do rejestrów około 16 tys. obiektów. Wśród nich były m.in. zbiory pochodzące z terenów Rzeszy, które dziś znajdują się w granicach Polski. Wiemy, że ze Szczecina, Wrocławia i Bytomia wywieziono ponad 130 obrazów. Dysponując tak olbrzymimi zasobami dzieł sztuki Ministerstwo propagandy uznało, że warto zorganizować przy ich użyciu wystawę prezentującą społeczeństwu „sztukę zdegenerowaną”. Pierwsza tego typu ekspozycja została otwarta 17 lipca 1937 roku w Monachium. Tylko tę wystawę odwiedziło ponad 2 mln Niemców. Ten sukces postanowiono powtórzyć w innych miastach kraju (w tym także Szczecinie, Opolu, Zgorzelcu, Legnicy i Wałbrzychu). Równocześnie z wymiarem „edukacyjnym” władze zdecydowały o podziale zbioru 21 tys. dzieł na kilka kategorii. Większą ich część przeznaczono do sprzedaży – zdając sobie sprawę, że za granicą uzyskają one wysokie ceny. I w związku z tą decyzją pojawiło się nazwisko Gurlitt – jednym z marszandów odpowiedzialnych za sprzedaż zgromadzonych obiektów został dr Hildebrandt Gurlitt, historyk sztuki z Hamburga. Wraz z trzema innymi specjalistami miał za zadanie spieniężyć kilka tysięcy obiektów sztuki nowoczesnej. Pozostałe przedmioty miały być podzielone między różne resorty (jako materiał szkoleniowy), kolejne wystawy „sztuki zdegenerowanej” i niewielka część do magazynów muzealnych (kilkaset obiektów). W styczniu 1938 roku magazyn z zarekwirowanymi pracami modernistów obejrzał sam Adolf Hitler. Ponad rok później kilka tysięcy prac z tego depozytu zostało spalonych na dziedzińcu berlińskiej komendy straży pożarnej.

beckmann1Posiadając powyższy obraz sytuacji w jakiej znaleźli się twórcy i właściciele sztuki nowoczesnej w epoce nazizmu można spekulować w jaki sposób rodzina Gurlittów weszła w posiadanie ponad 1400 przedmiotowych obrazów. Zanim Hildebrandt Gurlitt stał się pośrednikiem w handlu „sztuką zdegenerowaną” był cenionym muzealnikiem, specjalistą od modernizmu, znanym wystawcą tego typu dzieł sztuki. Podobnie zresztą jak jego kuzyn Wolfgang Gurlitt, który jeszcze po wojnie prowadził w Austrii dom aukcyjny specjalizujący się w sztuce nowoczesnej, a pod koniec swojego życia stworzył i kierował muzeum sztuki nowoczesnej w Linzu. W latach 30. XX wieku Hildebrandt stracił stanowisko dyrektora König-Albert-Museum w Zwickau, a później inne funkcje jakie pełnił w kręgach sztuki. Pozbawiony środków do życia, obawiając się o swój los ze względu na żydowskie pochodzenie jego babki, po jakimś czasie przyjął propozycję współpracy z Ministerstwem Oświecenia Publicznego i Propagandy Rzeszy. Został członkiem komisji klasyfikującej dzieła uznane jako „sztuka zdegenerowana”. W późniejszym okresie otrzymał zadanie sprzedaży tych obiektów. Przy tej okazji mógł powiększyć prywatną kolekcję. Kolejne lata wojny dostarczyły mu wielu innych okazji do tego, by stać się właścicielem cennego zbioru malarstwa. Przez ten okres, na zlecenie prywatnych klientów (w tym Hermanna Reemtsmy) i instytucji publicznych (m.in. Kölnischer Kunstverein, Dresdner Galerie, Museum Königsbeg) dokonywał zakupów w krajach okupowanych. Pracował również dla dr. Hansa Posse i dr. Hermanna Vossa, dyrektorów powstającego Muzeum Hitlera w Linzu. Warto wspomnieć, że również jego kuzyn, Wolfgang Gurlitt, pośredniczył w zakupach dla tej placówki. Główna działalność Hildebrandta skupiła się w latach 40. na zakupach i udziale w aukcjach prowadzonych na terenie okupowanej Francji. Tam, dzięki pośrednictwu innych marszandów – m.in. Theo Hermsena – dokonywał wielu zakupów. Po wojnie Gurlitt był obiektem śledztwa służb amerykańskich, badających sprawy rabunku dzieł sztuki przez nazistów. W licznych zeznaniach Hildebrandt potwierdzał swoje pośrednictwo w handlu sztuką, ale nigdy nie stanął przed sądem za złamanie prawa. W trakcie przesłuchań zaprzeczał jednak udziałowi w grabieży dóbr materialnych w krajach okupowanych (donosy wskazywały m.in. że posiadał złoto nieznanego pochodzenia). Być może świadczyły za nim zeznania jego współpracowników i fakt, że w jego żyłach płynęła żydowska krew (za sprawą babki ze strony matki). Po zamknięciu śledztwa ze zbioru około 100 dzieł sztuki jakie skonfiskowano w domu Gurlitta większość została mu zwrócona. Nie przyznał się jednak, że główna część jego kolekcji została ukryta. W oświadczeniu jakie złożył przed śledczymi oznajmił, że ta kolekcja została zniszczona w czasie bombardowania Drezna w 1945 roku. Dziś wiemy, że zgromadzone przez niego zbiory przetrwały kilkadziesiąt powojennych lat dzięki zapobiegliwości jego syna. 

Mimo że niemieckie władze ukrywały fakt odkrycia tej kolekcji przez prawie dwa lata, wiemy, że wśród obrazów jest około 300 dzieł, które były wystawione w 1937 roku na wspomnianej wystawie w Monachium. Pozostałe pochodzą z innych zasobów „sztuki zdegenerowanej”. Czy kolekcja Gurlitta została zgromadzona zgodnie z prawem? Odpowiedź na to pytanie mogą dać tylko dokładne badania zbioru odnalezionego w Monachium.

Tagi:

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *